/Dlaczego powinniśmy skolonizować Marsa.

Dlaczego powinniśmy skolonizować Marsa.

Kolonizacja Marsa jest rzeczą, o której marzą ludzie nie od dzisiaj. Nie jest tajemnicą, że istniały pewne plany, według których jeszcze w XX wieku mieliśmy odwiedzić Czerwoną Planetę. Ale o tym później. Ostatnimi czasy temat znów się ożywił i można powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc jest o nim coraz głośniej. Głównie za sprawą NASA i SpaceX. Spotykam się w internecie z następującymi pytaniami: “Po co lecieć na Marsa?” lub “Nie lepiej na Księżyc?” czy nawet “Lepiej zostać na Ziemi niż inwestować w misje na Marsa”. Postaram się w tym artykule wytłumaczyć, dlaczego naszym obowiązkiem jest kolonizacja zarówno Marsa, jak i innych planet. Myślę, że nie zaszkodzi, jeśli na początek zagłębimy się trochę w historii.

Cofnijmy się aż do 3 sierpnia 1492 roku, kiedy to Krzysztof Kolumb wraz z trzema statkami wyruszył z portu na Wyspach Kanaryjskich w podróż ku nieznanemu. Zabrał ze sobą łącznie 90 ludzi. Niezbyt dużo jak na taką wyprawę. Myślę, że od początku każdy z nich zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie będą na nich w jej trakcie czekały. 12 października 1492 roku Kolumb wraz z załogą dopłynął do wybrzeża wyspy San Salvador, należącej do archipelagu Bahamów. Co prawda nie zdawał sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, iż odkrył nieznany wcześniej Europejczykom ląd (myślał, że dopłynął do archipelagu wysp japońskich), nie zmienia to jednak faktu, że jego zakończona sukcesem wyprawa rozpoczęła nową erę w dziejach ludzkości. Erę, która miała swoje wstydliwe dla ludzkości momenty. Mówię tutaj o rzezi tubylców obu Ameryk i wojnach, które się na ich terytoriach toczyły. Odkrycie przez cywilizację europejską Ameryki miało jednak niesamowicie pozytywny wpływ na nasz kontynent. Państwa takie jak Hiszpania czy Portugalia stały się niesamowicie bogate, nastąpiły wielkie zmiany polityczne i ekonomiczne o globalnym i trwałym charakterze. To właśnie z Ameryki Północnej, z USA, wystartowała rakieta Saturn V w ramach misji Apollo 11, która zakończyła się pierwszym w historii lądowaniem człowieka na Srebrnym Globie. Kto wie, może to właśnie z Marsa wystartuje w przyszłość statek kolonizacyjny w kierunku odległych gwiazd. Marsa, którego szczegółowe plany podboju opisał Wernher von Braun już w 1952 roku.

Santa María – największy z trzech statków Krzysztofa Kolumba podczas jego pierwszej wyprawy

“Das Marsprojekt”, bo tak nazywa się książka napisana przez von Brauna, została opublikowana w 1952 roku. Pierwsze analizy wyprawy na Marsa zostały przeprowadzone przez tego wybitnego naukowca już w 1948 roku, tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, w której von Braun brał udział. Na zlecenie Adolfa Hitlera zaprojektował rakiety V1 i V2, które miały pomóc Niemcom wygrać wojnę. Tak się jednak nie stało, a sam von Braun został przechwycony przez Amerykanów i wywieziony do USA, gdzie spełnił jedno ze swoich marzeń – zaprojektował rakietę Saturn V, która wyniosła ludzi na Księżyc. Plany von Brauna były jednak jeszcze bardziej ambitne i sięgały daleko poza orbitę Księżyca. Śnił o misji na Czerwoną Planetę lata przed rozpoczęciem programu Apollo. Opublikowany w 1952 roku “Das Marsprojekt” zyskał w Stanach Zjednoczonych wielką popularność. Misja marsjańska zaplanowana przez von Brauna zakładała wykorzystanie do tego przedsięwzięcia 70 statków, każdy o wadze 3720 ton, które miały zostać dostarczone na orbitę za pomocą specjalnie do tego zaprojektowanych trzyczęściowych wahadłowców. Do dostarczenia całego sprzętu na orbitę potrzeba by było 990 kursów 46 takich statków. Statki kolonizacyjne miałyby być napędzane kwasem azotowym lub hydrazyną, co dziś byłoby raczej nie do pomyślenia. Samo lądowanie na Czerwonej Planecie miało się odbyć za pomocą silników, z czego Elon bez wątpienia byłby dumny. Zabawna ciekawostka, jak już mówimy o Elonie. W napisanej przez von Brauna książce “Das Marsprojekt” osoba sprawująca władzę na Czerwonej Planecie jest nazywana “Elonem”. To nie fejk.

Jeden z fragemenów książki w którym o tym mowa 

W opisywanej przez Niemca misji pojedynczy statek mógł zabrać na Marsa 70 ludzi i każdy z nich miał mieć prawo do zabrania ze sobą 120 kg bagażu osobistego. Start z orbity okołoziemskiej został zaplanowany na 1965 rok. Misja zakładała 443 dni pobytu na Marsie, po czym powrót na naszą planetę. Bardzo długi i ciekawy opis planów von Brauna możecie przeczytać tutaj.

Warto również zauważyć, że zaprojektowana przez von Brauna rakieta Saturn V posiadała znacznie większe możliwości, pozwalające na dużo więcej niż tylko dostarczenie astronautów na powierzchnię Księżyca. Von Braun liczył na to, że po zakończeniu programu Apollo NASA skieruje swój wzrok w kierunku Czerwonej Planety, a on sam spełni swoje największe marzenie. Tak się jednak nie stało, a sam program Apollo został przerwany wcześniej niż planowano. Myślę, że gdyby von Braun dowiedział się, że w 2017 roku ludzie nie mają nawet bazy na Księżycu, o Marsie nawet nie wspominając, to złapałby się za głowę.

Tak mogła wyglądać marsjańska baza proponowana przez von Brauna 

Po programie Apollo nastała era wahadłowców, które z kolonizacją Księżyca czy Marsa nie miały nic wspólnego,więc przeskoczmy od razu do obecnych czasów. NASA od dłuższego czasu nieudolnie planuje misję na Marsa. Teraz wygląda na to, że jednak zdecyduje się na ponowną misję na Księżyc. Jest też SpaceX, które ze swoim systemem BFR ma w planach skolonizować Marsa i poczyniło w tym kierunku pewne kroki. O dokładnych planach SpaceX możecie przeczytać tutaj. Nie będę się po raz kolejny rozpisywać na ten temat. Duża rakieta, w pełni wielokrotnego użytku, co zdecydowanie obniży koszt dostarczenia ładunku w przestrzeń kosmiczną. Ja osobiście trzymam kciuki i myślę, że się uda. Dlaczego jednak powinniśmy pójść w ślady Kolumba i odkryć nieznane? Nie lepiej zostać na “bezpiecznej” Ziemi?

Pierwszy z brzegu argument. Nie można trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku. Co pewien czas naszą planetę spotykają katastrofy naturalne, takie jak wybuchy superwulkanów, zlodowacenia, czy te najbardziej niebezpieczne, czyli uderzenia innych ciał niebieskich. Przykro by było, gdyby jakiś kosmiczny, zabłąkany paproch zniszczył naszą cywilizację i obrócił wszystko co do tej pory osiągnęliśmy w proch. Nasza planeta by sobie prawdopodobnie poradziła i odżyła. Jednak bez nas. Warto więc byłoby mieć jakąś kopię zapasową na wypadek takiego zdarzenia. Taką kopię zapasową najłatwiej byłoby zrobić na jakiejś planecie niezbyt oddalonej od naszej. Nie posiadamy technologii pozwalającej nam na podróż do innych układów, więc oczywistym wyborem staje się Mars, który po trwającej odpowiednio długo terraformacji może stać się całkiem przyjaznym ludzkości miejscem. Nie mówię tutaj, że jutro czy pojutrze uderzy w Ziemię niszcząca wszystko asteroida, ale właśnie z tego względu musimy być na to przygotowani. Nie mamy pojęcia kiedy to nastąpi. NASA i inne agencje starają się najlepiej jak potrafią monitorować przestrzeń kosmiczną, jednak incydent w Czelabińsku pokazał, że nie potrafimy wszystkiego przewidzieć. Poza katastrofami naturalnymi nasz gatunek może zostać zdziesiątkowany przez epidemię czy kolejną głupią wojnę.

Wizja Marsa podczas różnych faz terraformacji

Po drugie. Wiele osób powie, że z ekonomicznego punktu widzenia taka wyprawa nie ma sensu. Oczywiście. W tym momencie byłoby to trudne do zrealizowania. Dlatego też SpaceX chce obniżyć koszt wysłania ładunku w przestrzeń kosmiczną najbardziej, jak to tylko możliwe. Po części już im się to udało. Rakieta Falcon 9 jest najtańszą na rynku w swojej klasie, a w połączeniu z częściową reużywalnością cena jej startu spada jeszcze bardziej. W tej chwili klient musi zapłacić 62 mln dolarów za pojedynczy start Falcona. Dla porównania, najsłabsza wersja Atlasa V to 100 mln dolarów. Aby koszta obniżyć jeszcze bardziej, potrzebna będzie duża, w pełni wielokrotnego użytku rakieta, którą ma być BFR. Gdy już się uda ją zbudować i koszt jej startu będzie rzeczywiście tak niski jak SpaceX zakłada, jedyny problem jaki pozostanie nam na drodze to dostarczenie na Czerwoną Planetę tysięcy ludzi w jednym kawałku. Po założeniu pierwszych kolonii będzie można zacząć myśleć o handlu pomiędzy Marsem a Ziemią. Grawitacja na Czerwonej Planecie jest 3 razy mniejsza niż na Ziemi, więc do powrotu na naszą planetę nie będzie potrzeba specjalnie wielkich rakiet. Mars znajduje się dużo bliżej pasa asteroid, w którym aż roi się od surowców. Już teraz planowane są misje na asteroidy w celu wydobycia różnych cennych materiałów. Myślę, że ziemianie byliby chętni na wymianę surowców za dajmy na to nawóz, który może być potrzebny na Marsie do uprawy roślin, lub po prostu za pieniądze. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to nie ma co do tego wątpliwości, że podczas 3-4 miesięcznego lotu ludzie będą czasem umierać na skutek nieprzewidzianych zbiegów okoliczności czy chorób. Pewnych rzeczy nie da się uniknąć podczas tak wielkiego przedsięwzięcia jakim będzie kolonizacja Marsa. Moglibyśmy bezpiecznie wysłać 6-10 astronautów żeby polecieli tam, wbili amerykańską flagę, zebrali kilka kamieni i wrócili, ale przecież nie o to nam chodzi.

Przedstawienie budowanej przez SpaceX rakiety BFR, która ma nas zabrać na Marsa

Po trzecie. Jesteśmy cywilizacją odkrywców i mamy w genach zapisaną nieposkromioną ciekawość, która zaprowadziła nas do miejsca w którym się obecnie znajdujemy. Od tysięcy lat spoglądamy w gwiazdy i jesteśmy ciekawi jakie światy kryją się wśród nich. Mars jest jednym z nich. Nie bez powodu na początku artykułu została wspomniana wyprawa Kolumba i wielkie marzenie von Brauna. Sam Kolumb to tylko jeden z przykładów. W przeszłości było wielu żeglarzy, którzy odkryli masę nieznanych wcześniej lądów. Dziś, kiedy nasza planeta jest już przez nas lepiej poznana, wciąż nie brakuje odkrywców i śmiałków. Ludzie cały czas wspinają się na Mount Everest czy idą na biegun północny. Naukowcy budują nowe przyrządy i prowadzą badania, dzięki którym lepiej poznajemy tajemnice wszechświata. Codzienne odkrycia prowadzą nas do kolejnych odkryć i w ten sposób próbujemy zaspokoić swoją ciekawość. Miejmy nadzieję, że jeszcze długo pozostanie niezaspokojona

Piękne wideo z komentarzem Carla Sagana

Musimy polecieć na Marsa i jeszcze dalej. Tam jest nasze miejsce. Jesteśmy jedynym inteligentnym gatunkiem na naszej planecie i w tej chwili nie wiemy, czy nie jedynym we Wszechświecie. Byłoby strasznie głupim zachowaniem pozostanie w takiej sytuacji na naszej “bezpiecznej” błękitnej kropce i nie poznanie wszystkich tajemnic skrywanych przez Wszechświat.

 

Dla chętnych wrzucam jeszcze link do “Das Marsprojekt” von Brauna. Klik.

 

Jeśli chcesz być na bieżąco, to zapraszam do obserwowania mojego profilu OCISLY na wykopie.

Udostępnij