Falcon Heavy wystartował. Co teraz?

Wczoraj o godzinie 21:45 wystartowała rakieta Falcon Heavy z czerwoną Teslą Roadster na pokładzie. Początkowo start był planowany na 19:30 czasu polskiego, lecz z powodu silnego wiatru w wyższych partiach atmosfery opóźniony został o nieco ponad dwie godziny. Gdy w końcu udało się rakietę wystrzelić, prawie wszystko poszło tak jak zaplanowano. Separacja bocznych członów, które potem wylądowały niemalże jednocześnie na Cape Canaveral, przebiegła perfekcyjnie. Środkowy stopień również bez problemów oddzielił się od drugiego stopnia rakiety, ale podczas lądowania, które miało zostać przeprowadzone z odpaleniem trzech silników, wystąpił problem. Dwa z trzech silników nie odpaliły się ponownie, co poskutkowało tym, że stopień uderzył z wielką prędkością w taflę wody. Najważniejsze jednak, że boczne boostery wylądowały, a główny cel misji, czyli dostarczenie Tesli na orbitę heliocentryczną, został z sukcesem osiągnięty. SpaceX po raz kolejny udowodniło, że jest w stanie dokonać wspaniałych rzeczy. Jaki wpływ będzie miał udany start Falcona Heavy na resztę przemysłu kosmicznego?

Widok lecącej przez przestrzeń kosmiczną Tesli ze “Starmanem” w jej wnętrzu był czymś niesamowitym. W połączeniu z piosenką “Space Oddity” lub “Life on Mars” można by było oglądać tę relację live bez końca. A jeśli ktoś z was ją przegapił, to zapraszam tutaj. Mam tu na myśli relację, która została przeprowadzona już po starcie i lądowaniu Falcona Heavy. Obecnie Tesla Roadster zmierza w kierunku pasa asteroid, gdzie pomknie po przecięciu orbity Czerwonej Planety. Wysłanie ładunku tak daleko od naszej planety nie było czymś w rodzaju zachcianki Elona Muska. Trzecie, zakończone sukcesem odpalenie silnika Merlin Vacuum po tak długim czasie na orbicie udowodniło, że SpaceX jest w stanie dostarczać satelity prosto na orbitę geostacjonarną. Pozwoli to firmie na start w cennych, wojskowych przetargach na wynoszenie ładunków wprost na orbitę geostacjonarną. Do tej pory jedynie konkurencyjna firma United Launch Alliance mogła wykonywać tego typu misje. SpaceX otrzymało więc dostęp do kolejnego źródła pieniędzy potrzebnych do zbudowania systemu BFR/BFS.

Starman za kółkiem w przestrzeni kosmicznej 

Falcon Heavy może doprowadzić do powstania nowego, nie mającego jak do tej pory sensu istnienia, rynku ciężkich ładunków kosmicznych. Najpotężniejszą rakietą ostatnich lat była Delta IV Heavy, której udźwig zamyka się w okolicach 29 ton na niską orbitę okołoziemską (LEO). Nowa rakieta SpaceX jest w stanie wynieść nawet 64 tony na LEO. Stosunkowo mała owiewka trochę ogranicza możliwości rakiety, ponieważ wraz ze wzrostem masy ładunku, wzrasta zazwyczaj jego rozmiar, ale mimo to osiągi Falcona Heavy są imponujące. Podczas wczorajszej konferencji prasowej Elon Musk zażartował, że gdyby chcieli, to mogliby dołożyć kolejne człony i stworzyć Falcona Super Heavy. Na szczęście do tego nie dojdzie, a firma skupi się na Big Falcon Rocket. Oprócz sporego udźwigu na niską orbitę okołoziemską, Falcon Heavy może dostarczyć prawie 17 ton na Marsa czy nawet 3,5 tony na oddalonego w zimnej pustce Plutona. Halo? NASA? Chcemy lądownik na Plutona! Albo chociaż Europę. Dodając do tego cenę za start wynoszącą 90 milionów dolarów, grzechem byłoby nie wykonać chociażby małego kroku w kierunku eksploracji Układu Słonecznego na wielką skalę. Przypomnę tylko, że start takiej Delty IV Heavy kosztuje 400 milionów dolarów, a o cenie nadchodzącego SLS nie będę może lepiej wspominać.

17 lutego z Vandenberg w Kalifornii wystartuje Falcon 9 z satelitą Paz i dwoma, testowymi satelitami SpaceX na pokładzie. Satelity SpaceX mają zostać wykorzystane do testów planowanej od jakiegoś czasu wielotysięcznej konstelacji satelitów dostarczających Internet na całym świecie. Dzięki temu firma może się wzbogacić na niewyobrażalną skalę. Zanim do tego dojdzie, trzeba przeprowadzić odpowiednie testy, które rozpoczną się już za 10 dni. Konstelacja ma liczyć kilka tysięcy satelitów, które stale będą musiały być wystrzeliwane w przestrzeń kosmiczną. Możliwe, że wykorzystany zostanie do tego Falcon Heavy, który ma dużo większy udźwig niż Falcon 9, a korzystanie z przetestowanych w locie rakiet powinno sprawić, że będzie to niezwykle opłacalne przedsięwzięcie.

Lądowanie bocznych boosterów Falcona Heavy

Co ciekawe, Elon Musk poinformował, że Falcon Heavy nie zostanie przystosowany do lotów załogowych. Może wydawać się to dziwnym posunięciem biorąc pod uwagę fakt, że planowano turystyczne loty dookoła Księżyca, ale według najnowszych informacji, budowa systemu BFR/BFS przebiega dużo sprawniej niż się spodziewano i firma nie chce tracić czasu i zasobów na certyfikację rakiety do lotów załogowych, skoro za kilka lat zostanie ona zastąpiona większym i tańszym statkiem kosmicznym, który zabierze nas na Księżyc, Marsa i tylko Elon wie gdzie jeszcze.

A co z planami na najbliższe miesiące? Oprócz wspomnianego testu satelitów SpaceX, firma planuje w tym roku przeprowadzenie bezzałogowego i załogowego lotu Dragona 2 na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Przeprowadzane w ramach kontraktu z NASA załogowe misje będą z pewnością kolejnym milowym kamieniem w historii SpaceX. W najbliższym czasie planuje się również wprowadzenie do lotów ostatecznej wersji rakiet z rodziny Falcon, czyli Block 5. Pozwoli ona na jeszcze tańsze ponowne używanie rakiet na jeszcze większą skalę. Rakiety Falcon w wersji Block 5 mają latać nawet do 10 razy bez większych napraw, a ich całkowita żywotność ma wynosić przynajmniej 100 lotów. Brzmi ekscytująco i pozostaje nam wypatrywać nowych informacji, aby nic z tych rzeczy nie przegapić.

 

Zapraszam do obserwowania mojego profilu na wykopie i fanpage na facebooku!

Źródło: Twitter

Popularyzator sektora kosmicznego w Polsce. Udzielam się głównie na tematy załogowej eksploracji kosmosu, kolonizacji Marsa oraz nowinek astrofizycznych. Prowadzę Kosmiczną Propagandnę oraz piszę artykuły dla kilku innych stron.