Prywatny sektor kosmiczny zaprowadzi ludzkość do gwiazd

Niezwykle popularny stał się ostatnio temat podboju kosmosu przez prywatne przedsiębiorstwa. Głównie za sprawą misji Falcona Heavy, podczas której na orbitę okołosłoneczną wysłana została prywatna Tesla Elona Muska. Oczywiście większość zainteresowanych tematem ludzi jest zachwycona i rozumie sens tej misji, lecz jak to zwykle bywa, swoje pięć groszy musiały wtrącić osoby nie mające najmniejszego pojęcia o przemyśle kosmicznym i jego obecnym kształcie. Zaznaczę więc już na samym początku. Nie, SpaceX NIE rywalizuje z NASA, a Tesla Roadster NIE jest kolejnym kosmicznym śmieciem i fanaberią amerykańskiego miliardera.

Czerwony kabriolet mknący przez Układ Słoneczny to świetny pomysł

Zacznijmy może od tego, dlaczego w ogóle czerwony kabriolet poleciał w przestrzeń kosmiczną. Po pierwsze, niedawny start Falcona Heavy był pierwszym startem tej rakiety w historii i nikt przy zdrowych zmysłach nie umieściłby na niej wartościowego ładunku, a sprzęt kosmiczny do takiego należy. Warto również dodać, że budowa i zaprojektowanie jakiegoś użytecznego teleskopu trwa. Mimo to potwierdzone zostało, że SpaceX zaoferowało miejsce NASA na rakiecie, a ta odmówiła. Firmie pozostały więc dwa wyjścia. Albo wyślą w przestrzeń kosmiczną kawał metalowego bloku, co jest nudne i będzie bezwartościowym śmieciem, jak sam Elon Musk powiedział, lub wystrzelą coś w przestrzeni kosmicznej niespotykanego, coś co zwróci uwagę ludzkości na jeden z najpiękniejszych kierunków rozwoju naszego gatunku, czyli ekspansję na inne planety i przypomni nam, jak malutcy w skali samego Układu Słonecznego jesteśmy.

Śmiem twierdzić, że przebrany w skafander SpaceX manekin (Starman), który siedzi w czerwonej Tesli Roadster, spisał się znakomicie. Od startu minął już ponad tydzień, a do dziś jest o tym wydarzeniu głośno. Nic dziwnego, bo nie często się zdarza, że w kosmos startuje najpotężniejsza amerykańska rakieta od czasów Saturna V, który zabrał ludzi w największą jak do tej pory podróż w historii. Widok ludzi na powierzchni Księżyca był z pewnością czymś niesamowitym i żałuję, że nie dane mi było zobaczyć tego na żywo. Od tamtej pory załogowy podbój kosmosu zdecydowanie zwolnił i ludzie przestali spoglądać w gwiazdy z nadzieją, a to przecież tam jest nasza przyszłość. Nie ważne, czy skolonizujemy Marsa za 10, 20 czy 50 lat, to właśnie tam i na innych planetach powstaną małe kolonie, które przerodzą się w większe miasta, doprowadzając do stworzenia kopii zapasowych rasy ludzkiej. No chyba, że zdecydujemy pozostać na małej, zawieszonej w pustce, „bezpiecznej” Ziemi. Obraz oddalającego się Starmana za kierownicą Tesli przypomniał (co niektórym chociaż), jakich niewielkich i nic nie znaczących rozmiarów jesteśmy. Pokazał nam również naszą  bezbronną, błękitną kropkę, na której żyjemy. Widok był transmitowany przez około 4 godziny po starcie i każdy mógł wejść na serwis YouTube, aby razem z resztą zainteresowanych podziwiać te niecodzienne wydarzenie. Uważam to przedsięwzięcie za wspaniałą akcję, która choć na trochę przypomniała nam o naszym miejscu we Wszechświecie. Warto również zauważyć, że kilka lat temu jedynie garstka zapaleńców interesowała się planami SpaceX. Od pierwszych, udanych lądowań Falcona 9, interesują się tysiące osób, a po wystrzeleniu Falcona Heavy i Tesli Roadster, o tanim dostępie do przestrzeni kosmicznej i kolonizacji Marsa mówi cały świat. Dodam jeszcze, że jeśli chociaż jedno dziecko po zobaczeniu lądujących rakiet i samochodu w przestrzeni kosmicznej postanowiło zostać inżynierem, to znaczy, że było warto.  

Ostatnie zdjęcie Tesli Roadster i Starmana ze znikającą w tle Ziemią

NASA i SpaceX to partnerzy

Krótko o rzekomej rywalizacji SpaceX z NASA. Faktem jest, że kontrakty NASA na dostarczanie towarów, ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną i różnego rodzaju ładunków w przestrzeń kosmiczną są sporym źródłem zarobku SpaceX, ale nie takim, bez którego firma by sobie w tym momencie nie poradziła. Faktem jest również to, że lata świetności NASA ma już dawno za sobą, co ciężko niektórym przyznać. Lądowanie na Księżycu było jednym z największych, a może nawet największym osiągnięciem w historii ludzkości. Problem w tym, że miało to miejsce prawie 50 lat temu. Nie umniejsza to rangi tego wydarzenia, jednakże od tamtej pory ludzie z Księżyca przenieśli się na niską orbitę okołoziemską i mam wrażenie, że tam utknęli. Nie chcę wspominać o tym, jak NASA zarządza swoimi finansami, ale kilkanaście miliardów dolarów wydanych na rakietę, która jeszcze nie poleciała, a już teraz jest przestarzała, mówi samo za siebie. SpaceX wydało na opracowanie Falcona Heavy 500 milionów dolarów. Widać sporą różnicę, a dodatkowo SLS nie posiada dużo większego udźwigu i jest jednokrotnego użytku. Tak czy inaczej, SpaceX i NASA nie rywalizują ze sobą. SpaceX zajmuje się wypełnianiem kontraktów od różnego rodzaju klientów, w tym właśnie NASA. Mogą co najwyżej rywalizować o to, kto z nich zbuduje większą rakietę, ale Space Launch System nie stanowi zagrożenia dla SpaceX, gdyż wykorzystany zostanie jedynie (jeśli powstanie) do wysyłania sprzętu badawczego i astronautów. Co więcej, SpaceX i NASA mogą się w przyszłości wspaniale uzupełniać. SpaceX jako dostawca tanich, kosmicznych środków transportu i NASA budująca sprzęt do eksploracji kosmosu może przynieść wiele dobrego. Miejmy więc nadzieję, że prędzej czy później SLS zostanie anulowany, a NASA skupi się na budowie całej serii łazików, teleskopów i innych urządzeń badawczych.

Wizualizacja zadokowanego Big Falcon Spaceship do ISS

Przyszłość leży w prywatnych rękach

Tytuł tego artykułu może wydawać się nieco odważnym stwierdzeniem. Dużo zostało już powiedziane o SpaceX, które wykonuje masę świetnej roboty, a przecież prywatny rynek kosmiczny składa się z wielu innych, innowacyjnych firm. Należąca do Jeffa Bezosa firma Blue Origin zakończyła na Florydzie budowę fabryki rakiet, które podobnie jak w przypadku tych od SpaceX, będą wracały po starcie na Ziemię. Planem Blue Origin jest, jak sam Bezos mówi, zasiedlenie przestrzeni kosmicznej i stworzenie z Ziemi wielkiego rezerwatu. Firmy takie jak Rocket Lab, Vector Space czy Firefly zajmują się budową małych rakiet, które za „grosze” będą umieszczać lekkie ładunki na orbicie okołoziemskiej. Należąca do firmy Rocket Lab rakieta Electron ma już za sobą udany start. Axiom Space i Bigelow Aerospace planują budowę prywatnych stacji orbitalnych, które pozwolą ludziom na stałe zasiedlić kosmiczne otoczenie naszej planety i Księżyca. Jeden z modułów firmy Bigelow Aerospace już od 2016 roku jest zadokowany do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie przechodzi testy, a ostatnio został nawet włączony do normalnego użytku. W 2020 roku moduł zbudowany przez firmę Axiom Space zostanie wyniesiony na ISS za pomocą rakiety Falcon Heavy. Firma Planetary Resources na poważnie interesuje się eksploatacją asteroid, a jej pierwsze satelity już od 2015 roku znajdują się w przestrzeni kosmicznej. Wymienione powyżej firmy to zaledwie wierzchołek zbudowanej z wielkich ambicji góry lodowej, która w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat wyniesie ludzkość na wyższy poziom rozwoju.

 

Jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam to obserwowania mojego profilu na wykopie i fanpage

Źródło: SpaceX

Bartosz Mejer Administrator
Popularyzator sektora kosmicznego w Polsce. Udzielam się głównie na tematy załogowej eksploracji kosmosu, kolonizacji Marsa oraz nowinek astrofizycznych.
0