Potwierdziło się to, czego mogliśmy się spodziewać już od jakiegoś czasu. NASA ogłosiła podczas wczorajszego spotkania Krajowej Rady ds. Przestrzeni Kosmicznej, że  przed załogową eksploracją głębokiego kosmosu wróci na srebrny glob.

Plany te nie były chyba jakoś specjalnie strzeżone, a jeśli były to mogę powiedzieć, że były najgorzej strzeżonymi planami w historii strzeżenia planów. Biorąc pod uwagę ostatnie zapowiedzi należących do “New Space” firm takich jak SpaceX, Blue Origin czy Bigelow Aerospace, które zawierały elementy eksploracji naszego największego naturalnego satelity, nie trudno było się domyślić, że NASA wkrótce oficjalnie ogłosi swój powrót do miejsca w którym znalazła się jakieś 60 lat temu. Warto w tym miejscu dodać, że ten powrót był w ostatnich latach zapowiadany i odwoływany więcej razy niż przewiduje ustawa. Tym razem powinno się jednak udać.

W artykule opublikowanym w Wall Street Journal, Mike Pence napisał:

We will refocus America’s space program toward human exploration and discovery. That means launching American astronauts beyond low-Earth orbit for the first time since 1972. It means establishing a renewed American presence on the Moon, a vital strategic goal. And from the foundation of the Moon, America will be the first nation to bring mankind to Mars.

Zasadniczą różnicą pomiędzy poprzednimi próbami powrotu na srebrny glob a obecną próbą, jest zwiększająca się obecność prywatnych firm sektora w przestrzeni kosmicznej. Na tę chwilę tylko na orbicie okołoziemskiej, lecz wszystko wskazuje na to, że i ich ekspansja będzie tylko rosnąć. SpaceX z rakietami wielokrotnego użytku planuje stworzyć system, który pozwoli na loty w dowolne miejsce na Ziemi, lot na Księżyc i kolonizację Marsa. Blue Origin również pracuje nad orbitalną rakietą wielokrotnego użytku i jak sami często powtarzają, że ich celem miliard ludzi mieszkających i pracujących w przestrzeni kosmicznej, a Bigelow ze swoimi dmuchanymi modułami chce zbudować kosmiczne hotele na orbicie okołoziemskiej czy też księżycowej. Oczywiście te trzy firmy to tylko wierzchołek góry lodowej, która zbudowana jest z setek mniejszych lub większych firm radzących sobie lepiej lub gorzej na rynku kosmicznym.

Co w tych prywatnych firmach takiego niezwykłego? Poza tym, że starają się być innowacyjne i korzystać z nowych technologii, są o wiele tańsze od budowanej przez NASA rakiety SLS, która poza pochłanianiem ogromnej ilości pieniędzmi będzie potrafiła wyrzucić dwa boczne boostery na paliwo stałe razem z ogromnymi zbiornikami na ciekły wodór i tlen do morza. Ktoś może powiedzieć, że warto dla takich misji jak Europa Clipper, która wysłana za pomocą SLS dotrze do Europy kilka lat wcześniej. Problem w tym, że przy pojawiających się na horyzoncie takich rakietach wielokrotnego użytku jak Falcon Heavy, Big Fucking Rocket, czy New Glenn nie ma to technologicznego uzasadnienia. Doliczmy do tego cenę startu SLS, która z pewnością będzie oscylowała w okolicach 2 mld dolarów (NASA planuje zaledwie kilka startów rocznie tego dinozaura) i dojdziemy do wniosku, że nie warto. No ale w czasach gdy pomysł na SLS powstawał nikt nie wiedział o planowanej budowie BFR, czy New Glenna. A z rakiet wielokrotnego użytku się śmiano.

Poniosło mnie. Chciałam tylko zaznaczyć, że NASA prawdopodobnie wróci na Księżyc i to już w nadchodzącej dekadzie. Dzięki wsparciu firm prywatnych jesteśmy naprawdę blisko tego aby ludzka stopa po raz kolejny zostawiła swój odcisk na srebrnym globie. Tym razem zostaniemy tam jednak na zdecydowanie dłużej a samo przedsięwzięcie tylko przybliży nas do załogowej kolonizacji Marsa i gwiazd. Bardzo  dobrze, że po tylu latach zastoju coś się rusza w kwestii eksploracji kosmosu. Oby tak dalej. 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam do obserwowania mojego profilu OCISLY na wykopie.

Bartosz Mejer Administrator
Popularyzator sektora kosmicznego w Polsce. Udzielam się głównie na tematy załogowej eksploracji kosmosu, kolonizacji Marsa oraz nowinek astrofizycznych.
1